Baner

Zawieruchy wojenne

     Kolonizacja rozległych obszarów leśnych miała różne natężenie. Kilka razy była przerywana przez działania wojenne. Wiele długich lat tereny te były nawiedzane i nękane łupieżczymi najazdami jaćwieskimi. Jedną z dużych bitew trzech partnerów chrześcijańskich: krzyżaków, Polaków i Rusinów, z Jaćwingami, odnotowano w 1254 roku w ostępach puszczańskich. Brali w niej udział ze strony ruskiej: Daniło i Wasylko, ze strony polskiej: Siemowit oraz wojewodowie Sąda i Siegniew (od Bolesława z małopolski).

      W latach 1655 - 1662, czyli w okresie najazdu szwedzkiego, najazdu siedmiogrodzian, inkursji moskiewskiej oraz przemarszów wojsk litewskich i koronnych, ziemie te były miejscem licznych walk i potyczek. Jedna z bitew ze Szwedami była stoczona nad rzeką Narew, w odległości około 500 m na zachód od dzisiejszej wsi Bagniuki. Potwierdzają to znajdujące się tam trzy zbiorowe mogiły poległych w boju Szwedów, a miejsce to nosi nazwę "Uroczysko Szwedy".

      Po prawie czterdziestoletnim okresie spokoju, "nowe zniszczenia, głód i zarazy przyniosła wojna północna (1700 - 1721), w której przeciwko Szwecji walczyły Rosja, Dania i Saksonia. Słabość militarna Rzeczypospolitej doprowadziła do sytuacji, w której państwo nie biorące udziału w wojnie stało się terenem walk stron przeciwnych i obszarem, gdzie wojska przeprowadziły akcje rabunkowe, mające na celu nie tylko utrzymanie, ale i wzbogacenie żołnierzy. Zniszczenia pogłębiała anarchia w kraju podzielonym na dwa ugrupowania, popierające swoich pretendentów do tronu: Augusta II i Stanisława Leszczyńskiego".

      Nie oszczędziły tych stron i mieszkańców walki konfederatów barskich z wojskami rosyjskimi. W lipcu 1771 roku przebywający w Potoce oddział konfederatów barskich, zaskoczony przez wojsko rosyjskie, wycofując się spowodował pożar, w wyniku którego spłonęła prawie cała wieś i cerkiew. Kilka dni później ten sam oddział stoczył bitwę z oddziałem wojsk rosyjskich w Nowej Woli. W toku walk wybuchł pożar. Spaliło się wiele gospodarstw oraz zginęło kilkunastu mieszkańców. Podobne przypadki miały miejsce w Łuplance i Zaleszanach.

      Wojna napoleońska była również okresem powodującym kolejne straty ludzkie i materialne. Najwięcej przypadków grabieży i pożarów było na przełomie lat 1812-1813. Bandy resztek wojsk francuskich dokonały w wielu wsiach grabieży, morderstw i podpaleń. Przykładem tego są Topoliny, gdzie pijani Francuzi spalili wieś i wymordowali ponad połowę jej mieszkańców.

      W okresie powstania listopadowego w ostępach Puszczy Jałowskiej i Puszczy Błudowskiej obozowało kilka oddziałów powstańczych. Dokonywały one napady na oddziały wojsk carskich, m.in. w połowie czerwca 1831 roku powstańcy zaatakowali koło Jałówki konwój carski podążający do Wołkowyska.

      W lipcu 1831 roku Teofil Pietraszewski, będący dowódcą jednego z pododdziałów powstańczych, otrzymał rozkaz od genenerała Dembińskiego, ukrycia czterech armat, 5500 karabinów, 1700 szabel i 800 pistoletów. Rozkaz ten został wykonany. Arsenał zakopano u podnóża Babiej Góry (wzniesienie terenowe w Puszczy Białowieskiej - 176,3 m n.p.m.), w dole o kilkumetrowej głębokości (arsenał ten nie został nigdy odnaleziony).

      Puszcza Białowieska była dogodnym schronieniem pododdziałom i niewielkim grupom powstańców. Adiutant Wróblewskiego Ignacy Arcimowicz (Aramowicz ?) opisywał, że powstańcy w czasie jednego z przemarszów ukrywali się m.in. koło Babiej Góry i Siemianówki, gdzie mieli stoczyć bitwę, do której jednak nie doszło.

      Lata 1855 - 1861 przyniosły kolejne bardzo duże straty. Szalejące epidemie cholery i tyfusu spowodowały śmierć wielu mieszkańców tych stron.

      Powstanie w 1863 roku na tym terenie miało nieco większy rozmach niż powstanie listopadowe. W dniu Zielonych Świąt w Jałówce, adiutant Walerego Wróblewskiego, Nowosielski, odczytał manifest Rządu Narodowego i akt uwłaszczenia. Konsekwencją tego było zaciągnięcie się ponad 100 ochotników wywodzących się z miejscowej ludności w szeregi powstańców (najwięcej z Jałówki, Juszkowego Grodu, Kuchm i Zaleszan). Niektórzy z nich swój pierwszy chrzest bojowy przeszli w Piłatowskim Lesie pod Waliłami, inni w Puszczy Różańskiej i w Puszczy Białowieskiej. W dniu 12 września, po stoczonej ciężkiej bitwie pod Rudnią w Puszczy Białowieskiej, Walery Wróblewski podzielił oddział na mniejsze grupy. Celem tego rozdrobnienia była ochrona oddziału przed całkowitą jego likwidacją. Jedna z grup przybyła do Puszczy Jałowskiej i w pobliżu Juszkowego Grodu rozbiła obóz. O świcie 20 września obóz został otoczony przez dwie roty piechoty rosyjskiej. W trakcie walki kilku powstańców padło w boju, a tylko nielicznym udało się przerwać okrążenie i ukryć w puszczy. Pozostałych wzięto do niewoli, z której nigdy nie powrócili. Kilka lat później, w miejscu obozowania i walki powstańców, mieszkańcy Juszkowego Grodu postawili obok siebie trzy duże dębowe krzyże (las przy drodze z Juszkowego Grodu w kierunku na Jałówkę). Krzyż po prawej stronie upamiętniał poległych powstańców, środkowy - wziętych do niewoli, a po lewej stronie - zesłanych na Syberię. Aktualnie w tym miejscu stoi tylko jeden krzyż, przy którym corocznie odbywają się nabożeństwa w intencji powstańców.
      Po upadku powstania styczniowego - przez kolejnych 50 lat - panował tu względny spokój. W tym okresie odnotowano bardzo wysoki przyrost naturalny, którego skutkiem były liczne rodziny.

      Pierwsza wojna światowa była kolejnym okresem strat wśród ludności i zniszczeń materialnych. Szczególnie bolesne były wymuszone wędrówki ludności w głąb Rosji. Ocenia się, że około 80% ludności znalazło się w Rosji. Była to ludność przede wszystkim prawosławna, ale było także wiele rodzin wyznania katolickiego, ewangelickiego i mojżeszowego. Pozostawiając tu cały swój dorobek, byli zmuszani do wędrówki przez wycofujące się na początku sierpnia 1915 roku wojska i władze carskie. Najbardziej ucierpiały i zostały wyludnione wsie: Bachury, Gończary, Łuplanka, Nowosady, Pieńki, Planty i Potoka.

      Po zakończeniu działań wojennych wiele rodzin, dziesiątkowanych głodem i zakaźnymi chorobami, w latach 1918-1923 powróciło do swoich zniszczonych i rozgrabionych zagród. Ludność wiejska utrzymująca się z pracy w rolnictwie cierpiała z powodu przeludnienia, które wywierało negatywny wpływ na jej warunki życia i pracy. Znaczna większość chłopskich rodzin odczuwała głód ziemi. Połowa chłopskich rodzin nie miała zboża na chleb. Rodziny te zaciągały pożyczki u bogatszych chłopów lub w majątkach (przeważnie na odrobek).

      Sytuacja na wsi z każdym rokiem pogarszała się, ze względu na ciągłe rodzinne rozdrabnianie gospodarstw. W wielu chatach mieszkało po kilka rodzin. Brakowało miejsc pracy, a stałe zatrudnienie było prawie niemożliwe. Członkowie małorolnych rodzin wynajmowali się do prac w lesie, w majątkach i u bogatych rolników. Kilkuletni chłopcy byli zmuszani do pasania bydła i owiec u bogatych chłopów, a dziewczynki do niańczenia dzieci i prac domowych u właścicieli ziemskich, fabrykantów, kupców i u pracowników administracji państwowej.

      Po zadanym przez sowietów, we wrześniu 1939 roku, "ciosie w plecy" i przyłączeniu wschodnich województw Polski do Białorusi radzieckiej, rozpoczęła się akcja oczyszczania zajętego terytorium z "elementów szkodliwych", tj. z działaczy politycznych, policjantów, oficerów wojska, urzędników służb leśnych i państwowych oraz przedsiębiorców, kupców, właścicieli majątków ziemskich i bogatych chłopów. Pierwsze wywózki do Kazachstanu, Ałtajskiego Kraju, Krasnojarskiego Kraju i innych obwodów syberyjskich rozpoczęły się już w lutym 1940 roku i trwały do 21 czerwca 1941 roku. Dotknęły one rodzin wszystkich wyznań i narodowości. Większość katolików i prawosławnych powróciła w latach 1945 - 1950 do swoich rodzinnych miejscowości, natomiast ludność wyznania mojżeszowego, której udało się opuścić ZSRR, wyjechała przede wszystkim do Izraela i Stanów Zjednoczonych.

      Część mężczyzn, którzy nie zostali wywiezieni, została wcielona w szeregi Armii Radzieckiej, niejednokrotnie wbrew ich woli. Na poniższych zdjęciach prezentuję książeczkę wojskową Armii Radzieckiej mieszkańca Olchówki Pana Woronieckiego. Przed wcieleniem w szeregi Armii Radzieckiej, Pan Woroniecki, w latach 1922-1924 odbywał służbę wojskową w Wojsku Polskim. Służył w 7. batalionie sanitarnym w Poznaniu jako sanitariusz. Ukończył także szkołę podoficerską. Rosjanie spisali przebieg jego służby w Wojsku Polskim i zachowali mu polską specjalność wojskową.

      Zgodnie z zawartym traktatem Ribbentrop - Mołotow i z innymi uzgodnieniami, w dniu 1 stycznia 1940 roku, podstawionym przez wojsko radzieckie transportem samochodowym, opuścili Michałowo wszyscy tutejsi Niemcy (198 osób).

      Okupacja niemiecka to okres terroru miejscowej ludności. W pierwszych miesiącach administracja cywilna okręgu białostockiego wydała rygorystyczne zarządzenia w sprawie kontyngentów, podatków i różnego rodzaju zakazów, m.in.: uboju zwierząt, wolnej sprzedaży masła i przemiału zboża. Rolnicy zostali obłożeni kontyngentami, których rozmiary przekraczały ich możliwości produkcyjne.

      Do czasu wyzwolenia tragiczny los dotknął praktycznie wszystkich mieszkańców tych stron (wyjątek stanowili nieliczni kolaboranci). Okres ten został szczegółowo opisany przez historyków, w związku z tym przypomnę tylko niektóre tragiczne chwile.

      W dniu 5 sierpnia 1941 roku wszyscy mężczyźni pochodzenia żydowskiego zostali rozstrzelani przez Niemców w lesie koło Zabłotczyzny, natomiast kobiety i dzieci wywieziono w kierunku Prużan i Kobrynia. Najprawdopodobniej skończyły swój żywot tak jak większość - w obozach koncentracyjnych.

      W dniu 2 listopada 1942 roku ponad 320 Żydów z Jałówki i 230 Żydów z Michałowa w ciągu kilkunastu minut spakowało swoje osobiste rzeczy i opuściło mieszkania. Pod silną eskortą, Żydów z Michałowa przetransportowano do obozu utworzonego w koszarach byłego Pułku Ułanów Litewskich w Białymstoku, a Żydów z Jałówki do Wołkowyska. Najprawdopodobniej wszyscy oni zostali pomordowani w obozach koncentracyjnych, gdyż nigdy, ani jedna osoba tu nie powróciła.

      W dniu 13 marca 1943 r. żandarmi przywieźli 11 mężczyzn z Polka nad wykopaną jamę w pobliżu ich wsi. Spędzili tam mieszkańców Krugłego Lasku i Maciejkowej Góry i na ich oczach dokonali egzekucji. Wieś zniszczyli. Młode kobiety wysłano do Niemiec na roboty, a starsze wraz z dziećmi zwolniono.

      W dniu 15 czerwca 1943 roku Niemcy okrążyli wieś Łuplankę Starą. Kilku gestapowców wyprowadziło z domów na ulicę 3 kobiety i 3 chłopców. Do grupy tej dołączono jeszcze 1 kobietę z Łuplanki Nowej. Aresztowanych rozstrzelano kilkaset metrów od wsi przy drodze Łuplanka - Nowosady. Mężowie pomordowanych kobiet przebywali w tym czasie w obozach koncentracyjnych.

      W latach 1941-1943 podobny los spotkał mieszkańców wsi: Łuka i Tarnopol. Oddziały niemieckie dokonały pacyfikacji kilkudziesięciu wsi, czego świadectwem jest pomnik w Narewce z wypisanymi miejscowościami. W lipcu 1944 roku tereny te zostały wyzwolone spod okupacji niemieckiej przez 3. i 48. Armię 2. Frontu Białoruskiego.

      Do roku 1948 włącznie, między innymi na terenie gminy Narewka, działały oddziały partyzanckie (przez innych zwane bandami) dowodzone przez mjr. Zygmunta Szyndzielarza ps. "Łupaszka" oraz por./kpt. Władysława Łukasiuka ps. "Młot". Oddziały te wywodziły się z brygad wileńskich AK z okresu okupacji niemieckiej i do końca nawiązywały do ich tradycji, występując jako 5. i 6. Brygada Wileńska AK. Ich pozostałości działały tu aż do 1952 roku.

      Ocena działalności tych grup zbrojnego podziemia jest zasadniczo różna, w zależności kto dokonuje tej oceny. Do dnia dzisiejszego część z miejscowej ludności ocenia te grupy zbrojne jako zwykłe bandy, które dokonywały mordów, a inna część traktuje ich jak normalne oddziały partyzanckie Armii Krajowej, które wierne przysiędze wojskowej w dalszym ciągu prowadziły działania wojenne i te czyny uznają za bohaterskie.

      Nie mam zamiaru dokonywać oceny działalności tych oddziałów, a tym samym przyczyniać się do eskalacji podziałów między zwolennikami i przeciwnikami tych grup zbrojnych. Osobiście szanuję tych, którzy w swoich poglądach nazywają te grupy zbrojne bandami, a także tych, którzy uważają je za bohaterskie oddziały AK. O działalności tych grup zbrojnych słyszałem opowieści i zwolenników i przeciwników. Znam również część dokumentów wytworzonych przez oddziały AK, jak również przedstawicieli Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, czy też NKWD. Mimo tego nie jestem w stanie opowiedzieć się ani po jednej ani po drugiej stronie. Niech każdy ocenia to tak jak chce. Poniżej przedstawię tylko niektóre działania tych oddziałów, które miały miejsce na terenie gminy Narewka.

      W połowie listopada 1944 roku część oddziału mjr. "Łupaszki", w liczbie 13 partyzantów, pod dowództwem por. Leona Beynara ps. "Nowina", przedostała się do Puszczy Białowieskiej. Po niespełna dwóch tygodniach dołączył do nich drugi rzut w sile 5 zbrojnych. W ten sposób oddział kadrowy 5. Brygady Wileńskiej AK liczył 18 żołnierzy, dobrze uzbrojonych i doświadczonych. Obozowisko zostało założone w lasach nadleśnictwa Świnoroje, a warunki bytowania były bardzo surowe, tym bardziej, że wkrótce spadł śnieg. Wkrótce oddział nawiązał kontakt z leśniczym ze Świnorojów, członkiem AK, Stanisławem Wołonciejem ps. "Konus", który udzielił oddziałowi pierwszej pomocy, a następnie pomógł nawiązać kontakt z placówką AK w Hajnówce, skąd dostarczano żywność. W grudniu 1944 roku dołączył do oddziału mjr "Łupaszka".

      W tym samym czasie w Puszczy Białowieskiej kryły się także grupy dezerterów z LWP oraz pojedyncze osoby tropione przez NKWD. W lasach pomiędzy Siemianówką a Narewką chroniła się 11-osobowa grupa dezerterów z armii Berlinga, dowodzona przez Antoniego Kamińskiego.

      Pobyt w Puszczy Białowieskiej nie był bezpieczny ani oddziałowi AK, ani też pozostałym grupom, ponieważ w terenie działały grupy operacyjne NKWD, posiadające sieć informatorów wśród miejscowej ludności, dzięki wieloletnim doświadczeniom w "przekonywaniu" przyszłych informatorów.

      Organizacja AK w Puszczy Białowieskiej była dość słaba, a dodatkowo była przedmiotem obserwacji ze strony informatorów NKWD (konfidentów, jak wolą inni) oraz "polowania" ze strony sowietów. Jak to było niebezpieczne przekonali się uciekinierzy z LWP, którzy pod dowództwem Antoniego Kamieńskiego, wymarznięci i zgłodniali, postanowili przespać się "pod dachem" w Siemianówce. W wyniku donosu, w nocy z 10 na 11 grudnia 1944 roku, zostali zlokalizowani i ujęci, a następnie, według niepotwierdzonych pogłosek, zostali rozstrzelani przez sowietów w pobliżu Siemianówki. W czasie tej akcji, żołnierze grupy rozpoznawczo-poszukiwawczej 32. pułku Wojsk Wewnętrznych NKWD, zastrzelili trzy osoby z Siemianówki: Aleksandra Olichwiera i Aleksandra Mackiewicza oraz Marię Lasotę. Zastrzeleni dwaj mężczyźni mieszkali po sąsiadzku, przez ulicę (obecnie Lipowa) i chronili żołnierzy Kamieńskiego. W czasie obławy stali na ubezpieczeniu żołnierzy Kamieńskiego. Maria była dziesięcioletnią dziewczynką, która zginęła przypadkowo, jej dom stał ok. 30 metrów dalej (nieopodal dzisiejszego sklepu) i w czasie rozpoczęcia strzelaniny jeden z domowników zapalił światło. Żołnierze NKWD ocenili, że jest to dom, w którym przebywają poszukiwanymi. Dom ten został ostrzelany, a Maria stała się przypadkową ofiarą.

      W dniu 17 kwietnia 1945 roku oddział mjr. "Łupaszki" przeprowadził akcję likwidacji konfidentów z listy sporządzonej przez Komendanta Obwodu Bielsk Podlaski, wskazanych przez miejscową organizacją AK, a przy okazji rozbrojenie posterunku MO w Narewce i zdobycie zaopatrzenia. Do dziś trwa spór o sporządzoną listę, a w szczególności, czy na niej znaleźli się tylko konfidenci, czy też ludzie, którzy prywatnie narazili się członkom miejscowej organizacji AK.

      Porucznik "Nowina" w przebraniu sowieckiego kapitana prowadził grupę żołnierzy w "berlingowskich" mundurach, konwojujących sześć osób ucharakteryzowanych na ujętych członków organizacji AK i dezerterów z LWP. Grupa "Nowiny" nie wzbudzała podejrzeń. Zarówno milicjanci, jak też mieszkańcy, byli przekonani, że grupa operacyjna ujęła kolejnych dezerterów. Wiele miejscowych kobiet płakało na ten widok, tym bardziej, że los zbiegów mógł być taki sam jak tych, których NKWD ujęła wcześniej - dzięki miejscowym donosicielom - i rozstrzelała bez sądu najprawdopodobniej w rejonie "drogi browskiej", przez wielu nazywanej również "drogą waranoburską".

      Grupa por. "Nowiny" została wpuszczona na posterunek MO, ponieważ została wzięta za pododdział KBW. Milicjantów rozbrojono bez walki. Szeregowych puszczono wolno. W tym czasie przybyła pozostała część oddziału z mjr. "Łupaszką". Przeprowadzono rekwizycję żywności w miejscowej spółdzielni. Zerwano linię telefoniczną, zniszczono centralę i aparaty telefoniczne.

      Przed opuszczeniem miasteczka przystąpiono do likwidacji - jak określano - sowieckich agentów i informatorów, zgodnie z opracowaną wcześniej listą, na której znaleźli się: sekretarz GRN Piotr Kabać, wójt gminy Jan Leszczyński, gajowy Mikołaj Lewsza oraz nauczyciel Aleksander Wołkowyski, a także komendant milicji, który jednak zdołał uciec. Jedna osoba, Tola Sołowiej określana jako "denuncjatorka", została ukarana chłostą. Z raportu mjr. "Łupaszki" wynika, że wyrok opublikowano pisemnie i pozostawiono przy rozstrzelanych. Meldunki UBP przedstawiały nieco inaczej to zdarzenie, a już na pewno nie ujęto faktu pozostawienia pisemnych wyroków.

      Raport Zarządu Gminny w Narewce z 4 maja 1944 roku, podpisany przez sekretarza gminy i p.o. wójta, przedstawia to zdarzenie w następujący sposób.

     "Zarząd Gminny donosi, że w dniu 17 IV rb. między godz. 9 [a] 10 rano na os[adę] Narewka napadła banda, która ukrywa się w miejscowych lasach. W czasie napadu dwóch z bandy napadło na lokal Zarządu Gminnego i jeden z bandytów wpadając do kancelarii Zarządu Gminnego pytał się: "Banditow zdieś niet", i zaczął plądrować po szufladach stołów, domagał się dokumentów partyjnych. Po splądrowaniu wybiegł na ulicę i z powrotem wrócił, a z nim drugi z karabinem, którzy rozkazali pracownikom oraz wójtowi gminy zejść do gabinetu sekretarza i zaczęli legitymować, żądając dokumentów. Jeden z bandy stojąc w drzwiach z karabinem, a drugi przy biurku z automatem zapytał się na stojącą kasę - co to jest i poszedł z wójtem i rachmistrzem Kabacem do kasy, zabrał gotówkę w sumie 9.000 zł oraz spisy mężczyzn urodzonych w latach 1927-1911 włącznie. Po zabraniu gotówki obrewidował wójta gminy i Kabaca Piotra, i zabrali z sobą, których postrzelali w Narewce koło posterunku milicji, a pozostałym pracownikom powiedzieli, aby nie wychodzili do ich przyjścia. Oprócz wyżej wymienionych zostali zabici: Wołkowycki Aleksander - radny gminy i Lewsza Mikołaj - gajowy. Jednocześnie donoszę, że Zarząd Gminny i pracownicy przystąpili do pracy." (materiał pochodzi ze strony www.kamunikat.org)

      Od maja 1945 roku działał na tych terenach również oddział wspomnianego wcześniej Stanisława Wołoncieja ps. "Konus", pracownika służby leśnej ze Świnorojów. Oddział ten liczył początkowo ok. 20 ludzi, a w czerwcu 1945 roku ok. 40-50 partyzantów (niektórzy twierdzili, że nawet 60). Do oddziału tego należeli m.in. ludzie z Narewki: Stefan Lach "Orzech", Jerzy Olszewski "Puszcza", Julian Stulgis, Aleksander Wołonciej "Wróbel" (brat "Konusa"), z Guszczewiny Danuta Siedzikowska "Inka" (w 2006 roku postawiono jej pomnik w Narewce; więcej informacji o Ince znajdziesz na stronie www.inka.witryna.info) oraz z Leśnej - Stanisław Małyszko. Działalność tego oddziału ograniczała się praktycznie do akcji z zakresu samoobrony (m.in. rozbrojono klika posterunków milicji i zlikwidowano kilku informatorów UBP, MO i NKWD).

      Nocą z 4 na 5 czerwca 1945 roku wykonano akcję na obsadę i stację kolejową Narewka, gdzie rozbrojono straż kolejową i milicję. Nocą z 18 na 19 czerwca 1945 roku oddział "Konusa" napadł na Narewkę. Rozbito posterunek MO, rozbrajając go bez walki. Zniszczono akta w urzędzie gminnym. Uprowadzono a następnie rozstrzelano przebywającego na urlopie oficera LWP, członka PPR.

      Tragiczne losy miejscowej ludności i tych terenów pozostały i pozostaną w pamięci pokoleń, pomimo różnej interpretacji i oceny zdarzeń historycznych. Ważnym jest, by różnice nie dzieliły, ale łączyły ludzi dla ich dobra, by nie powtarzały się takie podziały i tragedie jak m.in. na Bałkanach.